piątek, 25 maja 2018

Dzień matki, cmentarz, białe begonie i selfie


Nie przestrzegam dat kalendarzowych świąt, ale ten dzień jest nieco inny i do tego pomyślałam sobie, że bez uporządkowania grobu matki, będę się czuła jednak nieswojo. Dawno tam nie byłam w dodatku. Chociaż lubię atmosferę cmentarzy, nie mam czasu niestety, by dbać o moje groby rodzinne, tak jak powinnam. Czas był najwyższy!

Uporządkowałam, wyczyściłam i posadziłam białe begonie.


A to ja, jakoś wyjątkowo szczęśliwa wśród wspomnień ;-)

czwartek, 19 kwietnia 2018

Dzisiaj inaczej


Inaczej z wielu powodów.

19 kwietnia, a ja mieszkam tuż obok miejsc, gdzie 75 lat temu trwało powstanie w Gettcie. Obok mnie obchody, uroczystości, syreny, jakoś nie miałam nastroju na zamknięcie się w ogrodach. 



Do tego rano musiałam odwiedzić szpital - tylko badania kontrolne, do tego ze wspaniałym wynikiem - ale dzień rozbity czasowo i nieco za późno na wyprawę na wieś z kilkunastoma krzewami odebranymi wczoraj. Krzewy będą zatem jutro.  

No i jeszcze trzeci powód, o ktorym wspomniałam gdzieś w tych moich zapiskach - szukam odmiany, coś mnie nosi w niewiadomo jeszcze jakim kierunku.

No to ruszyłam w miasto. 

Celem był czarny monument, ale ode mnie najlepsza do niego droga to nad rzeką. Byłam też ciekawa co nowego na bulwarach. A tu raczej pusto, poza jedną kawiarnią nic nie działa, rabatki smętne, tylko rzeka jak zwykle piękna.




Wiecej tu natury niż człowieka, ale to akurat mi się podoba.



Znad rzeki w górę przez Starowkę. Po moje ulubione widoki





Ta ptasia konferencja bardzo mnie zachwyciła ;-)




No i jest. Czarny monument




No co mam powiedzieć? Cały ten plac to jeden wielki chaos wizualny. Koncepcja pomnika z dołem katyńskim pod nim może ciekawa, ale na pewno nieczytelna dla nikogo z tych setek turystow. Zresztą w slońcu nic nie widać. Wokół piach, hula wiatr, fatalna lokalizacja. Zero warunków do refleksji, do zrozumienia tragedii, kolosalnej straty wielkich ludzi. Pomnik na Powązkach oddaje to wspaniale.

No ale to moje zdanie. 

W sumie to smutna wędrówka. Stolica wygląda prowincjonalnie, w remontach, rozkopach, niezadbane rabaty, a tak wyglądają wspaniale ogrody przy Zamku Królewskim na wakacje i sezon


:-(
  

środa, 11 kwietnia 2018

Bratki na tarasie


Mam zasadę, że taras to nie jest miejsce na składowanie rzeczy niepotrzebnych, miejsce zaniedbane, zakurzone, szpetne. A to niestety nawet w tzw. 'apartamentowcach' nadal dość nagminna sytuacja. A przecież kolorowy balkon, taras to też uroda budynku, miasta. Jest ow iele lepiej, ale nadal daleko nam do np Anglii, gdzie zewnętrzne dekoracje kwiatowe często przewyższają to, co jest wewnatrz ;-)

Wiele nie trzeba, jeszcze czekam na rozkwit róż i traw, ale pusto nie jest.




Lubię to miejsce, lubię mój dom, wracam tu jak do mojej twierdzy. 

My home is my castle - wiele w tym prawdy. 

Bez takiej twierdzy chyba trudno czasem sprostać rzeczywistości.

piątek, 2 marca 2018

Trzydniówka w szpitalu :-(


A wszystko wydawało się iść ku dobremu...

Poniedziałkowy wieczór zaskoczył mnie szalonym bólem, który starałam się zlekceważyć, przeczekać, ale z godziny na godzinę było coraz gorzej i kiedy zaczynałam nad ranem tracić świadomość, jednak wybrałam 999.

Potem było bardzo szybko i trzech wspaniałych Panów w pomarańczowych ubrankach dostarczyło mnie na Solec. Tego co było potem opisywać nie zamierzam, bo rzeczy jakie działy się ze mną po pierwsze są nie do opisania, a po drugie zamiast to utrawalać, wolę jak najszybciej zapomnieć.

Trzy dni walki i uciekłam spod skalpela, dzięki na prawdę niesamowitej ekipie medycznej. Może to przez cierpienie, ale pobyt w szpitalu jawi mi się jako czas, kiedy zewsząd otoczyło mnie tyle pomocy, wsparcia, serdeczności, że aż myślę: 

może warto pocierpieć, by zobaczyć jacy są nasi bliscy i dalsi... i służba zdrowia!

Mamy wspaniałych lekarzy o niesamowitych bedsite manners, szczególnie że średnia wieku pacjentek to zapewne 80 lat, a ich bezradność, zagubienie, osamotnienie zostanie ze mną na długo.

Tak, skala ludzkiego cierpienia wokół taka, że znowu inna perspektywa do samej siebie,  do własnych problemów.

A że ja to ja, w tzw. międzyczasie pomiędzy sondami, kroplówkami i innymi przyjemnościami, zdalnie sprowadziłam zaplanowany na środę w Borkowie szalecik. Miałam jechać i odebrać sama, ale szpitalny epizod pokrzyżował plany. Odebrał niezastąpiony rolnik, dostawca okazał się solidny i taki oto nowy domeczek u mnie stoi



To zdjęcie producenta. Moje będą na wiosnę, jak ziemia rozmarznie i domeczek trafi na docelowe miejsce, co wymaga wykopania przestrzeni pod, ułożenia kamieni, posadowienia. Preparaty ekologiczne do uzdatniania nieczystości namierzone, moje wiejskie obejście się rozrasta, ale nadal w zgodzie z naturą.

I tak szpital i szalet ubarwiły mój miniony tydzień :-)

Zawsze powtarzam, że jakoś nie mam szansy na nudę.

środa, 31 stycznia 2018

Przygotowania....


Za tydzień o tej porze wszystko będzie jasne. 

Albo już nic nie będzie.

7 lutego o 8.30 mam operację. 

Nieważne jaką, nieważne czy poważną. Pełna narkoza, szpital zawsze oznacza wielka niewiadomą. I nikt, także lekarze nie starają się twierdzić, że zagrożenia nie ma. Jest. Do tego wypełniając plik dokumentow przedoperacyjnych pacjent zostaje uświadomiony o wszelkich obszarach ryzyka i jeszcze to wszystko podpisuje.

Po takiej lekturze trudno nie mieć obaw i jak napisalam do syna lepiej od razu ubrać się na czarno. Jedna sprawa mniej potem - nie trzeba ubrania do szpitala wozić.

A przygotowania?

Jestem gotowa. Testament sporządzony, od kilku dni spisuję rozmaite sprawy, by ułatwić synowi przejscie przez to wszystko. Wiem jak to jest. Ponad 20 lat temu ze szpitala pojechałam do mieszkania matki i troche nie wiedziałam od czego zacząć. Też był luty.

Dokumenty w opisanych teczkach, wszystkie administracyjne sprawy pozamykane, w szafach porzadek, powyrzucałam trochę rzeczy, bo zawsze trzymamy sporo niepotrzebnych szpargałów.

Może to przesada, ale z drugiej strony świadomość uporzadkowania swoich spraw daje poczucia pewnego komfortu.

A jak się uda, jaki będę miała porządek :-)



niedziela, 7 stycznia 2018

Prezenty z Nepalu


Syn wrócił!

Siedzieliśmy sobie przy pierożkach z soczewicą, rozmowa skakała - jak to u mnie - z tematu na temat. Wszystko chcę wiedzieć na raz, przerywam, pytam, ale to radość i niecierpliwość... Znowu parę miesięcy przerwy w kontaktach, to i nazbieralo się spraw i tematów. 

Wspaniałe zakończenie tego zbyt długiego świętowania. Jutro powrót do pracy i od razu będzie się działo. Ale cieszę sie na to bardzo, bo ja po prostu lubie prace. Taka już dziwna jestem :-) 

A do tego razem z synem przyjechały prezenty!

Za każdym razem - a to już chyba piąta wizyta - Miro przywozi mi jakieś cudo i sporo pięknych rzeczy z Nepalu cieszy oczy swoją urodą. A że buddyjskie przedmioty rytualne są wyjątkowo bogate pod względem kształtów, zdobień, symboli, a także staranności wykonania, to naprawdę jest wielką przyjemnością miec takie pamiątki z podróży.

To najnowsze dodatki do mojej kolekcji






A tu starsze 








Kolekcja syna - w części - jest do obejrzenia tutaj.

Dodam, ze dzwon ma cudny ton i razem z dorje stanowią nieodłączną parę przy wielu rytuałach vajrayany.



wtorek, 26 grudnia 2017

Cmentarze


O moim wyjatkowym zamiłowaniu do odwiedzania cmentarzy pisałam wiele razy. 
Przekroczenie cmentarnych bram oznacza dla mnie uspokojenie, zatrzymanie w czasie, refleksję, próbę zrozumienia celu naszego życia. 

Cmentarze są też po prostu bardzo pięknymi miejscami, bo ci którzy nadal żyją czasem wkładają wiele serca i pracy, by te miejsca oddawały ich żal, tęsknotę, czasem rozpacz i wielki ból. 

Patrząc na dekoracje nagrobków - bez względu na ich czasem wątpliwą estetykę - czytając zapisy, daty, patrząc na stare zdjęcia w sepii, pozwalam wyobraźni kreować wizje przeszłości, przemijające chwile lat minionych.

Wracam z takich wizyt bogatsza o przemyślenia nad jednak niezwykłą marnością naszego życia, ale też - szczególnie jeśli to 'mój' cmentarz - uspokojona kontaktem z grobami moich bliskich.

Dzisiaj też tam byłam i miałam ciekawe towarzystwo.



Warszawskie Bródno, rodzinne groby od stulecia, wszyscy tu są.


I moja bardzo odmienna od innych dekoracja. Trawiasta.


Drugiego takiego grobu nie ma na całym Bródnie ;-)