wtorek, 17 stycznia 2017

Urodziny Uszatka


Jako wielbicielka misiów wszelakich, od Paddingtona przez Kubusia Puchatka (od 1921 roku) do Uszatka muszę odnotować urodziny tego ostatniego. 60! O rok wyprzedził pojawienie się Paddingtona.

Misio młodszy nieco ode mnie, też w świetnej formie ;-) nadal ma fanów na całym świecie.

To jasna strona dzieciństwa mojego syna, bo chociaż miałam już 7 lat kiedy się pojawił, nie było w domu telewizora i misia nie oglądałam. Takie to były czasy, lata pięćdziesiąte to dla mnie stary, wielki dom i bardzo długa piesza droga do szkoły.  Za to razem z synem oglądałam mądrego Uszatka z wielka przyjemnością.


To zdjęcie z dzisiejszego artykułu okolicznościowego. Nie mam doczynienia z dziećmi obecnie (zero wnucząt;-), więc nie wiem na pewno, ale chyba nadal jest popularny.

Do tego dzisiaj, dzięki pracy na mojej artystycznej uczelni wiem co nieco o animacji poklatkowej. A tu artystyczny bałwanek z campusu ;-)




Kilka miśków z mojej kolekcji





A że zima wokół, ogrody śpią tylko śnieg cieszy i tych małych, i tych dużych, gdziekolwiek jest.



Myślę, że śniegowa integracja przydałaby się niektórym w tym naszym coraz bardziej przerażającym kraju :-(

A jak już jestem przy misiach, to jeszcze słowo a akcjach charytatywnych. Mam swoją, związana z misiami - tu kolekcja z akcji TVN KUP MISIA




Nie uczestniczę we wszystkich jakie są organizowane, ale podziwiam i doceniam ludzi, którzy dla dobra innych potrafią tyle poświęcić. 

Wycinanie czerwonego serduszka w pewnej telewizji :-( (znowu nie mam telewizora, ale teraz to mi z tym dobrze!) to już przykład największej małości ducha, jaką można sobie wyobrazić.

sobota, 31 grudnia 2016

Akcesoria


Czekają w szafach na swój dzień, wspominając minione bale i przyjęcia,  wizytę w Pałacu B., powitania kolejnych pierwszych dni i wiele innych wielkich dni ...

Gotowe znów dodać blasku Nowemu!


wtorek, 27 grudnia 2016

Minęły kolejne dni grudnia...


Grudnia?

Za oknem szaruga, deszcz tłucze w szyby, wichura wyje. W takie dni dobrze jest mieć takie moje ukochane, miłe miejsce do wspaniałego relaksu z filmem i lektura wszelakiego rodzaju.

A gałązki z Borkowa przypominają o sosnach wokół działki i o tym, że Borków po prostu jest i czeka na wiosnę, tak jak i ja :-)






piątek, 2 września 2016

Stracone dni z ORANGE

Jestem z tą firmą od kilkunastu lat, ale dzisiaj miałam wrażenie, że jestem pętającym się petentem, a cała obsługa zachowywała się tak, że lata minionego PRL-u wróciły jak koszmarny sen.

Ale po kolei.

Nadszedł czas przedłużenia umowy i jak zwykle zaczęłam rozważać, czy jednak nie czas na postęp. Ostatnio sprzedałam smartfona i używałam takiego zwykłego telefonu (NOKIA 500) do rozmów i sms-ów. No ale wiem, że postęp dyszy mi nad karkiem, czas na zmiany, chociaż coraz mniej to lubię.

No więc poczytałam, obejrzałam, wybrałam.

Jako że ja zawsze używałam rozmaite wersje NOKII, wybrałam telefon LUMIA 650. Piękny egzemplarz jeśli chodzi o jakość materiału i wykonania. W telefonicznej rozmowie ustaliłam zasady umowy i czekałam na kuriera. Przywiózł, a ja zabrałam się za uruchomienie nowego telefonu. No żadna sztuka, tylko że nic nie działało.

Telefon za nic nie widział nowej karty SIM, co więcej wkrótce dostałam wiadomość, że aktywacja nowej karty nano się nie powiodła i ... tak zostałam bez telefonu. Stara karta już nie działała, nowa  nie chciała. Telefon na pomoc techniczną ze stacjonarnego - oczywiście płatny za te wszystkie minuty szukania rozwiązania - i jedyne co udaje mi się osiągnąć to przywrócenie aktywacji starej karty.

No, przynajmniej mam telefon. Pół dnia stracone, a jutro czeka mnie wizyta w 'SALONIE'  by ustalić problem.

Piątek rano jestem w Arkadii. Koszmarnie nonszalancki kolo widząc siwe włosy od razu sugeruje błąd użytkownika. Na 99% - to jego wersja, tylko że poza tym że wyrzuca do śmieci (sic!) moją nową karte SIM nic nie potrafi zrobić, bo akurat skończyły się karty. Jestem odesłana na Pańską do kolejnego salonu. Przed odejściem kolo wyławia ze śmietnika starą kartę!

Salon Pańska - młoda panienka dość szybko dochodzi do tego samego wniosku - brak kart nano.

Idę do Złotych Tarasów. Tam karty nano są i sprawne dwie młode Panie stwierdzają po wydaniu nowej karty SIM - telefon jest uszkodzony, ale szans na wymianę nie ma, mogę - NA WŁASNY KOSZT - odesłać go w ramach rezygnacji z umowy.

Odsyłają mnie na Pańską, bo tam ponoć mogę oddać aparat jako nie spełniający warunków umowy. Wyjątkowo chamski bysio odsyła mnie donikąd, czyli mogę jedynie na własny koszt odesłać cały zestaw i zrezygnować z umowy.   

Co też ostatecznie czynię, płacą 10,50 za wysyłkę. 

No i jak tu nie kochać ORANGE? :-(

A ten wielbłąd na zdjęciu pasuje wyjątkowo - bo przyszło mi dzisiaj udowadniać, że wielbłądem nie jestem. Tylko co z tego, nie mam ani telefonu, ani satysfakcji :-(


wtorek, 12 lipca 2016

In blue

W Blogu 'O wszystkim' piszę rzadko, piszę tylko wtedy, kiedy wreszcie mam czas na refleksję, na dystans do codzienności, albo wtedy kiedy dzieje się coś szczególnego. Ostatnie dni to walka złego z dobrym, moje bardzo trudne dni i bardzo dobre dni. Po raz pierwszy od bardzo dawna dobre wygrywa na całej linii. A tytuł -  w brew potocznemu znaczeniu smutku - znaczy jedynie błękit pięknych rzeczy dnia dzisiejszego. 

Znaczy też niezmierną radość, że nadal spotykam na swojej drodze wspaniałych ludzi, którzy wspierają mnie w trudnych chwilach, którzy - niezwykle profesjonalnie - nadają nowy sens mojemu życiu. Doświadczać tego w wieku 66 lat to jest naprawdę niezwykłe. 

A oto moje dzisiejsze błękity. Balkonowy, gdzie Rozwar kwitnie i kwitnie i kwitnie...





I Mangowy, po dzisiejszym malutkim szaleństwie zakupowym na wyprzedażach. MANGO to mój ukochany sklep, bo niby dżins jak dżins, ale krój, faktura, gatunek materiału to zawsze jakoś odpowiada moim potrzebom. A poza tym wiadomo - zakupy zawsze pomagają kobiecie odreagować stres. Do tego co za ceny! 





Poza tym bardzo szybka wizyta na Młocinach w ulewie, pogoda typowo monsunowa, upał, wilgotność blisko 100%, tornada - prawie jak w Tajlandii gdzie obecnie jest mój syn. No w sumie to gdyby nie brak Oceanu Indyjskiego byłoby tak samo ;-)


piątek, 29 kwietnia 2016

Blokowy balkon

Okropnie pracowity dzień, mnóstwo przygotowań, zakupów, planów, ale wszystko się udało i nawet trochę 'podpicowałam' mój blokowy tarasik. Kilka tanich roślinek, coś tam już rośnie, coś jeszcze wyrośnie. Kiedyś obsadzałam taras - całe 4m kw. - w niezliczone i czasem kosztowne okazy, ale wtedy nie miałam moich ogrodów. Teraz po prostu dbam, by było w miarę estetycznie.


Ulubiona Sanwitalia i kolorowe Osteospermum, czyli afrykańska stokrotka


Rośnie tu już Róża pomarszczona, sadzonka od mojej działkowej. Rozmnażanie tej róży to chyba najłatwiejsza ogrodnicza czynność. Zawsze się udaje, a że ma odrostów bez liku, to rośnie już wszędzie, gdzie chcę by rosła. A jak nie chcę to wycinam i wsadzam gdzie indziej. Nie jest zatem ekspansywna poza kontrolą.  
Rośnie tu też malutka sadzonka wrotycza. Spodobał mi się, wykopałam nad Wisłą.




A w drugiej donicy poza bratkami kiełkuje trawa i rozwar



Dodam jeszcze zdjęcia nowych koszy, prosto z Ukrainy


 
Kosze puste, ale podoba mi się ich forma i kolorystyka na tyle, że jakoś nie mam ochoty niczego tu dodawać. Chociaz myślę o zwisajacych trawach.
 
I jeszcze widoczki z balkonu




Mieszkam w pięknym miejscu i chociaż czasem zazdroszczę właścicielom domków z ogródkiem bliskości do ogródka właśnie, doceniam niezmiernie fakt mieszkania w bloku. Jestem zawsze w sercu stolicy, a ogrody mam w niewielkim zasięgu.

Nie ma rozwiązań doskonałych, zawsze konieczny jest kompromis, tylko co to znaczy w dzisiejszych jakże niezwykle trudnych czasach.